Kolejny długi weekend w domu i kolejny powrót do smutnej, uczelnianej rzeczywistości. Lubię to miejsce, lubię tu być, ale nie lubię tu wracać. Uczelnia, nauka, seriale, nauka, spanie. Ale jest coś jeszcze. Jest gorąca kawa w coraz mroźniejsze wieczory, są przyjaciele w smutnych chwilach. I jest ONA. Kuchnia. Moje miejsce, moja świętość, moje templum. Chyba nigdy wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, ile tych kilka chwil spędzonych na przygotowywaniu posiłków potrafi wnieść w moje życie. Jak bardzo odpręża, pobudza, jak bardzo cieszy.
Dziś dzień melancholii. Miasto spowił dym z kominów. Podobnie jak moją kuchnię - dym przypalonych ciastek :D
Od jakiegoś czasu goszczą tu głównie przepisy słodkie, cukrowe i szalenie kaloryczne. Dziś również dałam się ponieść spadkowi cukru we krwi i w przypływie natchnienia popełniłam ciastka. Ale jakie! Nie było tam mąki, cukru, jajek. Wystarczyły dwa składniki: płatki owsiane i banan. Niby nic, a tyle radości. Bo radość wbrew pozorom pachnie właśnie bananem.
Lista zakupów jest prosta, wystarczą dwie garści płatków owsianych, najlepiej błyskawicznych, dwa banany, odrobina cukru waniliowego i dwie kostki czekolady.
Banany należy obrać ze skórki i umieścić w misce.
Następnym krokiem ku przyszłości jest rozgniecenie ich widelcem na papkę (przy tej okazji polecam skorzystać z usług jakiegoś mięśniaka, bo nasza ręka na pewno przy owym ugniataniu ucierpi).
Kiedy uzyskamy pożądaną konsystencję, dodajemy odrobinę cukru waniliowego i płatki.
Mieszamy. Mieszamy. Mieszamy.
Kolejną istotną rzeczą jest przygotowanie blaszki pod pieczenie. Należy pamiętać by wyścielić ją papierem do pieczenia, dzięki czemu nasze ciacha się nie przykleją. (Ja osobiście zapomniałam o tym istotnym szczególe, a później musiałam wzywać wszystkich świętych na pomoc).
Następnym, a w zasadzie ostatnim krokiem jest położenie przyszłych
ciastek na blasze. To jaki będą miały kształt, jak będą duże i grube zależy oczywiście od Was. Ale wiadomo - im mniejsze i cieńsze, tym szybciej się upieką :)
Wjeżdżamy zatem do pieca. Teraz powinna pojawić się informacja o temperaturze pieczenia, ale ciężko mi to określić z racji tego, iż korzystam z piekarnika gazowego. Ma być gorący i tyle. Czas pieczenia? Na oko. Ciastka mają się po prostu wysuszyć.
Kiedy nasze ciacha będą korzystać z termicznej kąpieli, my chwytamy się za tarkę i trzemy czekoladę. Gdy ciastka będą podpieczone, wyciągamy je na chwilę i posypujemy otrzymanymi wiórkami, po czym z powrotem lądują w piecu.
Teraz wystarczy czekać, aż do końca się wysuszą i tadaaam :)
Są to chyba najbardziej dietetyczne i zdrowe ciastka, jakie ludzkość zdołała wymyślić. Mimo, że ja oparłam się na samych płatkach i bananie, to z powodzeniem można do nich dodać suszone owoce, bakalie i wszystko inne, co przyjdzie Wam do głowy. Są łatwe, smaczne i ładnie wyglądają. Szczególnie w obiektywnie Sylwii :) Nie pozostaje mi zatem nic innego jak życzyć Wam smacznego :)
Pat.